-Więc co zamierzasz z nim zrobić?- pyta Natasha kiedy jedziemy do szpitala.
-Weź się sprecyzuj a nie. Przecież nie zamierzam go zabić, jezu...
-Wiesz o co mi chodzi.
-Zamieszka ze mną i będzie pracował u mnie. Jakoś da sobie radę.
-Co się takiego stało, że poruszyło sumienie wielkiego pana Barnesa?
-Bardzo zabawne... Sam nie wiem. To był taki impuls. Nie wiem, jak to się stało. Po prostu postanowiłem mu pomóc. A on w zamian pomoże mi ogarnąć mój dom i może znajdę jakiegoś porządnego przyjaciela, a nie musze użerać się z jakimś rudymi potworami.
-Kogo całowałeś ostatniego tymi ustami?-pyta Natasha,poczym dostaje od niej po łbie.
-Jedź, a nie patrzysz się, jak jakieś ciele na malowane wrota. Mam nadzieje, że on będzie 100 razy lepszy od ciebie, to się koło niego zakręce.
-Łapy precz on jest mój,skarbie- mówię głosem z Gwiezdnych Wojen, poczym obydwoje zaczynamy się śmiać. Nie mija dobre 10 minut, a jesteśmy już w szpitalu. Idziemy długim korytarzem i w końcu znajdujemy sale. Otwieram drzwi i widzę Steve'a i jakiegoś obcego mężczyznę. Jest czarnoskóry, dobrze zbudowany i ma wrogie spojrzenie, którym taksuje najpierw mnie, a później Natashe.
-Bucky-krzyczy Steve, poczym wyciąga ręce. Przytulam go, uważając, żeby nie zrobić mu krzywdy i posyłam pokrzepiający uśmiech.
-Jak miło mi cię widzieć ponownie Steve.
-Kim jesteście? -pyta mężczyzna siedzący obok Steve'a na krześle. Mimo wyrazu bandziora ma bardzo przyjemny głos.
-Sam poznaj proszę mojego przyjaciela Bucky'ego i... no właśnie tutaj nie wiem, bo jej nie znam.- Steve z ciekawością patrzył się na Natashe.
-Tasha przedstaw się- mrucze do niej.
-Jestem Natasha Romanoff, ale możesz mi mówić Tasha- z ciepłym uśmiechem podeszła do łóżka Steve'a i długo go przytuliła.
-Steve Rogers miło mi.
-Tasha przedstaw się swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem.- szturcham ją łokciem i zaczynam się śmiać pod nosem.
-Dupek-syczy pod nosem.
-No dalej-zachęcam ją.
-Ale moje prawdziwe imię i nazwisko to Natalia Alianovna Romanova. Uprzedzając pytania: tak, jestem Rosjanką.
-Bucky dlaczego to cie śmieszy?-pyta lekko zdziwiony Steve.
-Kto daje na imię dziecko Natalia Alianovna. Przecież to brzmi jak tania opera mydlana.
-Kto daje dziecku na imię James? To brzmi jak nazwa leku na hemoroidy-jak zwykle potrafimy z Tashą sprzeczać się wszędzie.
-Pozwólcie, że przedstawie wam mojego najlepszego przyjaciela Sama-wskazuje ręką na mężczyznę po jego prawej stronie, a ten lekko skina nam głową i kieruje swoje spojrzenie na Natashe.
-To kiedy stąd wyjdziesz huh?- pyta Natasha i nawet z 1000 km da się wyczuć, że już go polubiła, a ona nie łatwo obdarza kogoś pozytywnymi uczuciami.
-Nie wiem. Lekarze każą mi siedzieć tutaj do końca tygodnia, a potem mam iść z kimś na rehabilitację z powodu urazu moich nóg. Tylko problem leży tutaj, że Sam dużo pracuje i nie ma czasu się mną zająć- z pogodnego człowieka zmienił się w gradową chmurę.
-Nie ma nawet o czym rozmawiać. Ja pójdę z tobą na tą rehabilitację.
-Ale przecież pracujesz.
-Wtedy w zastępstwie przyjdzie Natasha i ci pomoże. I po problemie. -Naprawdę to dla mnie zrobicie?
-Tak. I tak siedzę przeważnie sama w domu czekając, aż Bucky wróci z pracy.
-To wy jesteście razem?-pyta zaciekawiony Sam.
-Nie. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Rude wiewiórki to nie mój typ. Mam inne upodobania-puszczam oczko do Natashy i obydwoje się śmiejemy.
-Wiesz co Steve? Masz może ochotę zjeść domowy obiad? Zrobiłam pomidorową, a Bucky przeważnie nie je moich zup, bo twierdzi, że im czegoś brakuje. Co ty na to?
-Byłoby mi niezmiernie miło.
-No dobrze skarbie, to my pójdziemy i za 30 minut wrócimy. Szpitalne żarcie jest straszne, uwierz mi.
Dziękuję wam za wszystko. Nawet nie wiem czy kiedykolwiek się wam odwdzięcze-Steve ze łzami w oczach patrzył to na mnie to na Tashe.
-Oj skarbie nie dziękuj nam. Przyjaciołom się pomaga, pamiętaj o tym.
-To my jesteśmy przyjaciółmi?
-Oczywiście, że tak skarbie. Przecież cie polubiliśmy. Myślisz, że tak łatwo o nas zapomnisz. Tak się nie da- podeszła do niego, pocałowała go w policzek, przytuliła i razem wyszliśmy z sali kierując się po obiad.
*******
-Są bardzo mili, nieprawdaż?- pytam Sama zaraz po ich wyjściu.
-Bardzo. Zwłaszcza ta Natasha. Widać było, że cię polubiła. Sprawia wrażenie takiej wrednej jędzy, ale jak się ją bliżej pozna, to da się stwierdzić, że jest bardzo kochana.
-Steve?
-Tak?
-Powiedziałeś mu?
-Nie... jeszcze nie....
-Dlaczego?
-Czekam na odpowiednią okazje.
-Nie odkładaj tego na inną okazję, bo może stać się coś niedobrego.
-Powiem mu to kiedyś, obiecuje Sam.
-To dla twojego dobra Steve. Ja się martwię o ciebie. Nie chce, żeby Twoje tajemnice w późniejszym czasie źle wpłynęły na ciebie.
-Wiem Samie. Wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz