-Kiedy byłem młodszy ci kolesie, którzy mnie pobili chodzili ze mną do szkoły. Codziennie się ze mnie śmiali, szydzili ze mnie, kopali i popychali. Wszystko to dlatego, że byłem niski, szczupły i nie miałem bogatych rodziców. Oni uważali się za lepszych, bo mieli te kilkanaście zer na koncie, a ja miałem tylko kota i zeszyt, w którym rysowałem większość tego, co widziałem. Oni myśleli, że ja się załamie i będę chciał się zabić czy coś. Ale ja się nie dam tak łatwo usunąć z tego świata. Znosiłem to wszystko do końca szkoły, a potem ich nie widziałem. Aż do dzisiaj. Szedłem do klubu na spotkanie z moim najlepszym i jedynym przyjacielem, kiedy ich zobaczyłem. Znęcali się nad jakimś młodszym chłopaku. Przeszedł bym obojętnie, gdyby nie to, że on tak bardzo przypomniał mi samego siebie, że musiałem mu pomóc. Musiałem. Podszedłem do nich i kazałem im go puścić, ale oni nie słuchali. Śmiali się ze mnie i bardziej zaczęli się nad nim bardziej znęcać. Wtedy skończyłem na jednego z nich, a gdy oni byli lekko rozkojarzeni wtedy ten chłopak uciekł. A ja zostałem. Resztę już znasz. Gdyby nie ty, to oni by mnie tam dawno zabili. Nie chciałbym wiedzieć, co by się stało, gdyby temu chłopakowi nie pomógł. Gdybym stchórzył i uciekł. Pewnie teraz on leżał by martwy gdzieś na środku ulicy.- Jego przeraźliwy płacz uświadomił mi, że na tym świecie istnieją jeszcze posrani ludzie, którzy znęcając się nad słabszymi mogą pokazać swoją siłę i myślą, że są nie wiadomo, jak wspaniali. Zrobiło mi się go żal. Autentycznie żal. Za wszelką cenę chciałem mu pomóc.
-Steve... ja nie wiem... co powiedzieć. To straszne przez co przeszedłeś. Obiecuje, że ci pomogę i znajdę tych, co ci to- wskazałem na niego ręką- zrobili.
-Bucky nie musisz. Nie chce wpakować cie w kłopoty. I tak dużo zniosłeś ryzykując życie i wioząc mnie do szpitala i....
-Oh weź się przymknij. Kiedy ja mówię, że ci pomogę to znaczy, że ci pomogę. Te gnojki pożałują, że kiedykolwiek cię dotknęły.
- Bucky ja... dziękuję...
-Tylko mi tutaj nie wyj, bo się zrobi jak w Brazylijskiej telenoweli- próbowałem jakoś poprawić mu humor, żeby znów nie płakał, więc zacząłem pipisówe.
- Na pewno nie będę.
No zuch chłopiec. To opowiedz mi coś o sobie. Z kim mieszkasz, czy masz dziewczynę, gdzie pracujesz i takie tam pierdółki.
-Więc tak. Mieszkam chwilowo z moim najlepszym przyjacielem, który ma na imię Sam. Chciałbym kiedyś coś wynająć, ale zarabiam mało pieniędzy i nadzwyczajniej w życiu mnie nie stać. Pracuje w piekarni, jako cukiernik. Piekę i dekoruje słodycze. Aktualnie nie mam dziewczyny. Teraz ty.
- Jezu co ja mam ci powiedzieć? Ah tak. Mieszkam sam w swoim kochanym mieszkanku, mam dużą firmę, która zajmuje się produkcją oraz sprzedażą statków morskich oraz różnego rodzaju broni. Nie mam dziewczyny, bo nie lubie jak ktoś mi gdera na uchem hahaha. No i mam ukochane autko, które chłopie mi całe uświniłeś, więc jak tylko stąd wyjdziesz to czeka cię ścierka i wiadro z wodą. Będziesz mi siedzenia z tyłu czyścił. Nie odpuszczę ci tego- zacząłem żartować w celu rozładowania napiętej sytuacji, która nadal była wyczuwalna w pokoju.
-Dobrze z wielką chęcią.
Nagle wpadłem na iście genialny pomysł.
-Słuchaj mam dla ciebie propozycje. Może chcesz pracować w mojej firmie?
- Ty... ty... ty... ty mówisz serio?
- Tak. Mówię serio. I do tego chciałbym zapytać czy byś nie zamieszkał ze mną do czasu, kiedy nie znajdziesz sobie mieszkania po pierwszej wypłacie. Co ty na to?
-Jeju jeju tak tak tak.- Nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak bardzo zaczął się cieszyć z propozycji wspólnego mieszkania. Od razu na jego twarzy zagościła radość i zniknęły ślady zmęczenia. Zrobiło mi się miło na sercu, że mogę mu pomóc. Wydaje mi się być dobrym człowiekiem poza tym bardzo urzekła mnie jego historia.
- Bucky ja nie wiem co powiedzieć. Jeszcze raz dziękuję. Ratujesz mi życie.
- Nic takiego się nie stało. Chce ci tylko...
- Dobrze moi panowie. Niestety musi już pan wyjść, ponieważ pan Rogers potrzebuje odpoczynku oraz regenerację sił.- Musiał oczywiście przyjść doktorek i psuć dobrą rozmowę. No ale to jego praca.
-Już wychodzę panie doktorze- mówię i wstaje z krzesła, kiedy za rękę łapie mnie Steve.
- Obiecaj mi Bucky, że wrócisz... proszę...- coś w jego błagalnym tonie głosu sprawiło, że zgodziłem się bez wahania.
- Oczywiście, że przyjdę jutro i nie proś mnie bo i tak bez tego bym się tutaj wepchał. Możliwe, że przyjdzie ze mną moja nienormalna przyjaciółka Natasha.
-Czemu nienormalna?
-Bo to rudzielec hahaha. Nie no żartuje, bo pewnie mnie słyszy, jak to ona i później mnie ugryzie. Wole nie ryzykować. Dobranoc Steve do jutra.
-Dobranoc Bucky. Nie mogę się doczekać jutra.
Puścił moją rękę i mogłem swobodnie już wyjść. Kiedy wychodziłem i zobaczyłem jak zasypia, momentalnie zrobiło mi się ciepło na sercu.
sobota, 12 grudnia 2015
Rozdział 3 ~ " Why would you wanna break a perfectly good heart?"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz