sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 4 ~ " Why would you wanna take our love and tear it all apart now?"

Opuszczając szpital poraz pierwszy w życiu chciałem tam wrócić. Niesamowite uczucie. Polubiłem go i to bardzo. Dobry z niego chłopak, tylko troszkę złego go spotkało. Życzę mu jak najlepiej w życiu i mam nadzieję, że odnajdzie kiedyś szczęście. Jadąc do domu ciągle miałem jego widok przez oczami. Ten jego błagalny ton, kiedy prosił, żebym odwiedził go jutro. Tak strasznie mi go żal i chyba zaczynam za nim tęsknić. Nikt nie działa na mnie tak spokojnie, jak on. Znam go dopiero od kilkunastu godzin, a czuje jakby to był mój bardzo dobry przyjaciel, którego spotkałem po latach. Parkuje samochód pod domem i wychodząc z niego w stronę domu, dopiero zaczynam czuć zmęczenie. Otwieram drzwi i pierwsza rzecz,na  którą patrze jest zegar  wskazujący godzinę 5:55. Dobrze, że zaczął się weekend bo nie wiem, jakbym poszedł do pracy. Biorę szybki prysznic i niczym kłoda zwalam się na łóżko i zasypiam twardym snem. Nic mi się nie śni. Żadnych koszmarów czy coś takiego od dłuższego czasu. Spokój. Chciałbym spać całą wieczność, ale niestety dostałem czymś ciężkim w plecy. Budzę się i łapie za bolące miejsce w myślach przeklinając wszystko, co się rusza. Podnoszę wzrok i widzę osobę, która zaczęła we mnie rzucać.
-Natasha serio? To już się robi nudne-Podnosze przedmiot leżący obok mnie i przewracam oczami-teraz rzucasz we mnie wazonami?
-Gdybyś się obudził jak normalny człowiek o normalnej godzinie to bym cie nie rzucała.
-A ja jestem tancerką brzucha...- burcham.
-No powiem ci szczerze, że po pijaku to ty robisz wszystko, dosłownie wszystko. Pamiętam, jak raz na hawajach, gdzie były te zajęcia z...- nie zdążyła skończyć,  gdyż musiała chować się przed wazonem wycelowanym prosto w jej głowę.
-Dziwi mnie dlaczego śpisz o godzinie 14.30? O tej godzinie ludzie żyją, a nie zamieniają się w chodzące trupy takie jak ty.
Chcąc nie chcąc opowiedziałem jej całą historię ze Steve'm z drobnymi szczegółami. Słuchała uważnie, nie krytykowała, tylko potakiwała głową. Rozumiała. Rozumiała i to bardzo dobrze. Mogę się na nią wściekać i rzucać wazonami, ale to wzorowa przyjaciółka. Nigdy mnie nie zawiodła i potrafi doradzić jak nikt inny. Dlaczego się z nią przyjaźnie?  Sam nie wiem. Może dlatego, że mamy podobne charaktery? Dlatego, że życie też dało nam w kość?  Taka przyjaciółka jak Tasha to skarb i każdemu życzę takiej przyjaciółki u swego boku.
-Dobrze zrobiłeś Bucky. Nie każdy człowiek by się na takie coś odważył. Pokazałeś, że masz dobre serce i to się liczy. Warto mieć tą odrobinę człowieczeństwa, którą możemy pokazywać w dobrej sprawie. Jestem z ciebie dumna.
- Żal mi go serio. Nie spotkałem kogoś, kto jest tak doświadczony przez życie i potrafi jeszcze się uśmiechać.
-A ja znam kogoś takiego. Kto potrafi żartować wiedząc, że może zaraz umrzeć. I mówię tutaj o tobie sarkastyczny dupku- Podchodzi i siada koło mnie na łóżku.
- Nie pocieszasz mnie...
-Bo nie mam nawet zamiaru. Ubieraj tą swoją kwadratową dupe i jedziemy go odwiedzić.-Wstaje i rzuca we mnie spodniami.
-Może najpierw powinniśmy coś zjeść?
-Nie bądź dupkiem. Ubieraj się i wychodzimy.
Fakt Tasha potrafi mnie zebrać do porządku i sprowadzić na ziemię. Dzięki niej widzę dla siebie jakąś szanse na tym świecie. Kocham ją jak rodzoną siostrę i w ogień bym dla niej skoczył. Ona zresztą dla mnie zrobiłaby to samo. Ubieram się, zawiązuje buty, udaje mi się wziąść jabłko i już z Tashą schodzimy po schodach, gdzie przed domem stoi mój zaparkowany samochód.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz